czwartek, 1 stycznia 2015

Last month (in Japan) / 9月

Wrzesień w Japonii trwał tylko 17 dni (17.09 nadciągnęliśmy do Polski  ze wschodu jak Armia Radziecka), ale tego, co wtedy widziałam i przeżyłam starczyłoby na dłużej. I wymęczyła mnie ta podróż jak pół roku ciężkich zmagań ;)



Kiyomizudera / Ginkakuji / Kinkakuji / Nishi Honganji


My wszędzie: Kōya / Hiei / Nara / Tōji w Kioto



Nostalgia Anioła / Buddyjski balkon na Miyajimie / Most do Niebia / Nie daj się lisom


 

KitKat z Hiroshimy / Można wziąć porcję PÓR NA PÓR / Najlepszy smak: sake / Czarnosezamowe z Kōya


Kawa za 100 jenów i najlepsze lody w Japonii / Okazja życia w Kioto / Matcha McDonald's / Buddyjski obiad, którym się nie najadłam, a było z 7 dań


GAGAKU nie jest łatwe w odbiorze / Gion / Panowie walą w gonga / One tańczą dla mnie


Pożegnanie z Fujiya, jeszcze niezaryczana / Już zaryczana / Ostatnia kawa w Odawarze / Nie najgorsza ekipa



Rozmazany samuraj / Ja i stara pagoda / Nasi ludzie są wszędzie / R.I.P. Oda Nobunaga, miejsce pochówku


I... To by było na tyle. Blog zostaje w internecie, bo to kawał mojej pracy i życia. Być może zamieszczę tutaj coś od czasu do czasu w przeciągu najbliższych miesięcy, ale póki co... Chcę skupić się na powrocie do Japonii. W wersji optymistycznej: za 8-9 miesięcy; w wersji mniej optymistycznej: za dwa lata, albo... kiedyś. Jeżeli będę miała wtedy materiał na bloga, "325* widoków..." odżyje.


Pamiątka z drogi powrotnej, dzięki uprzejmości przystojnego stewarda ;)

* jeżeli kogoś interesuje liczba w nazwie: tyle dni byłam w Japonii, według mojej kalkulacji